Kobieta świadoma

Morze emocji

Napisałam ten tekst z myślą o przeredagowaniu, dopracowaniu. Spisałam emocje, które mi towarzyszyły i sposób w jaki się nimi zaopiekowałam, bo wiem, że każda z nas miewa takie dni. Spisałam, żeby nie zapomnieć, ale stwierdziłam, że nie będę przeredagowywać. Wpis jest szczery, tak jak emocje, które na co dzień przeżywamy. Nie będzie lukrowania, bo każda i każdy z nas ma prawo do przeżywania różnych emocji, także tych trudnych i „nieładnych”. Ważne, żeby to wiedzieć. Ważne, żeby nie wymagać od siebie ponad możliwości tylko zaopiekować się własnymi potrzebami.

 

Emocje na co dzień i od święta

 

Urodziny dziecka. Wczasy i do tego pada od rana.

Myśl: zapewnić wyjątkowy dzień w takich warunkach.

Od rana kulki, obiad w restauracji, labirynt luster i fura innych atrakcji. Improwizowany wakacyjny tort, niewielka impreza. Problem z wyjściem na dwór. Mała powierzchnia. Dzieci głośne. Dzieci zmęczone.

Wymiękam. Nie chcę krzyczeć. Nie chcę krzyczeć w ogóle, a już szczególnie w urodziny.

Dzieci się bawią przy stole, ja już mam wizję zakrztuszenia. Zwracam uwagę raz, drugi. Kończę kolację.

Jestem na skraju wytrzymałości.

Zakładam kalosze, kurtkę przeciwdeszczową. Biorę parasol.

Spod zmarszczonego czoła patrzę na męża. Nie muszę nic mówić. On wie. O nic nie pyta.

A ja? Ja idę na plażę.

Droga ani długa ani krótka.

Idę nabuzowana. Wściekła. Wymyślam różne scenariusze. Jaka jestem pokrzywdzona, zmęczona, nie daję rady i ogólna beznadzieja.

Dochodzę do morza. Wieje przeraźliwie. Widok mnie powala. Wyciągam telefon i robią zdjęcia. Ledwie utrzymuję w dłoni telefon wiatr jest tak silny. Woda to jeden wielki żywioł. Uwielbiam go. Uwielbiam od dziecka. Siła, piękno i wizualizacja mojego wnętrza.

 

Gdy zadbasz o siebie...

Nie ma we mnie negatywnych emocji. Zabrały je fale. Stoję sama na plaży. Tylko ja i wzburzona wielka woda. Jestem gotowa wrócić do domu. Jestem spokojna. Spokojniejsza niż morze. Mam szeroką perspektywę jak plaża na której stoję.

Zaczyna padać, ale mi to nie przeszkadza. W tym momencie jestem tu i teraz. Z naturą. Wracam powoli w ulewie, próbując na zdjęciu złapać deszcz. Jestem spokojna, jestem uśmiechnięta. Moja wycieczka trwała ok godziny. Akurat tyle by wrócić na tulenie na dobranoc. Akurat tyle by z czułością powiedzieć “Kocham Cie. Śpij smacznie” Spokojna. Niekrzycząca. Ciepła.

One Comment

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.